To już ewidentny koniec. Nie będzie więcej mowy o miłości. Muszę to w sobie zgasić, stłumić. Wiedziałem, że tak po prostu jestem bez szans. Nie mam siły walczyć. Nie mam po co. Przegrałem, a los jak zawsze okazał się górą. Nie wiem co będzie dalej. Nie ma żadnej pieprzonej drogi do nieba, nie ma żadnego pieprzonego szczęścia. Nigdy nie będzie. Łudziłem się , że jednak jestem coś wart. A moje słowa, rzucane na wiatr…
Jestem nic nie wart nawet dla duchów. Ironia losu ? Pewnie coś w tym jest.
Czas na powrót do „normalności”. Koniec.
Dla tego ducha każdy jest nic niewart. Swojego Skarbka traktuje jak nagrodę a tych, których może wykorzystać j- jak zabawki. To, że tamten płakał i prosił nie znaczy, że nagle zyska w czyichś oczach. On nie wie, że zdaje sobie z tego sprawę, ile mu zawdzięczam. I sie nie dowie. To, że ktos po wielu wielu złych rzeczach znajduje odrobinke dobra nie znaczy, ze zamienie na niego kogos, kto ma na swoim koncie tylko dobro.
Ta wiara, ze w czlowieku czlowiek jest nie okazala sie zgubna. Wrecz przeciwnie – cos dala. Ale nie an dluzsza mete. To sie jzu nie liczy. Zal za grzechy daje jedynie szanse na wybaczenie ale nie na powtarzanie bledow.