Gdzieś w zakamarkach mojej własnej [choć zawodnej] pamięci, jak i tej elektronicznej[ mój ulubiony czarny pendrive] znajdują się wspomnienia [no na pendrivie mam tekst], które czasami powodują mój uśmiech, a czasami chęć się ich pozbycia.
Może kiedyś wrzucę tu chociaż fragment tego tekstu który jest ukryty. Miałem go skasować, lecz nigdy tego nie zrobiłem. Dlaczego ? Bo jednak w tych momentach kiedy powoduje on mój uśmiech czuję też, ciepło wypełniające moją klatkę piersiową. To takie miłe uczucie.
Szkoda, że doświadczam go tak rzadko.
Ale komu na tym zależy? No właśnie. Ja sam nie wiem.
Witam i z góry najmocniej przepraszam za to najście- obiecałam, że nie, się nawet zapierałam, ale jakoś tak byłam ciekawa co u Ciebie, znowu tak wyszło i zajrzałam. Nawet nie wiem, jakie jest określenie na takie zachowanie.
A ja Cię podziwiam, że nie usuwasz tego, cokolwiek się tam znajduje, to przejaw pewnej samodyscypliny, ja niestety jeśli chodzi o przyciski ‘kasuj’ i takie tam, to w afekcie działam (dobrze, że tylko z tym). Pomijając fakt, że gdy ja coś piszę to zazwyczaj są niekończące się pasma sucharów których albo nikt nie chce czytać, a jak już raczy mnie ktoś wysłucha to zazwyczaj po czasie mają mnie dość, toteż z reguł y staram się nie być wylewna zanadto (jak widzisz, gdy zacznę, to końca nie ma).
Jakkolwiek to pokracznie zabrzmi : jakkolwiek się czujesz, niestety ostatnio jak widzę niezbyt dobrze :(to mimo tego, ważne, że wiesz do czego chcesz dążyć, jaką drogą chcesz osiągnąć szczęście 🙂 to już jest pewien sukces.
Kończąc komentarz dłuży od Twojego wpisu (:D) Z ciekawości zapytam, czy też Twa stopa ma zamiar przekroczyć uz 😛
Nie przepraszaj- miło mi, że ktoś tu zagląda. Hm. To moje 'nie usuwanie’ bierze się z wartości tego co mam ukryte. Hm a to co ja pisze to nie suchary ? To zlepek myśli, najczęściej średnio poukładanych. No nie jest za ciekawie- masz rację. Taaak, będę studentem UZ- informatyki ;p
E tam, uwierz, nie sucharzysz aż tak zanadto 😉 Ja niestety umiem się pozbawić nawet najbardziej wartościowych 'zawartości’, gdyż zazwyczaj obawa przed przywiązaniem się do czegokolwiek i kogokolwiek wygrywa, toteż dlatego podziwiam 🙂 Cokolwiek to jest, to życzę byś się uporał 🙂
tak też podejrzewałam, że informatyki ;P choć się zastanawiałam czy nie chciałeś iść na meteorologię, bo taki 'burzliwy’ jesteś 😛 niemniej jednak, widzę że podzielamy podobny los na innych kierunkach, niemniej jednak życzę Tobie powodzenia 😀
Jesteś bardzo łaskawa mówiąc, że aż tak nie susze w swoich pseudotekstach. Hm myślałem nad geografią i tam meteorologią- ale to zostaje jako hobby[dość niebezpieczne przyznaję]. A Ty będziesz studiować też na UZ ?;>
W sumie tak na dobrą sprawę to się to pokrywa, fajne to to 😉 ciekawa jestem dlaczego burze, jeszcze z takim obiektem zainteresowań się nie spotkałam. Taaaak, też ;P Ah, te zbiegi okoliczności ;>
Hm dlaczego burze? Heh, burze to jedne z moich wielu zainteresowań. A wzięło się to stad, że kiedyś się bałem, potem zacząłem się zastanawiać 'jak to działa’, aż w końcu stało się to moją pasją. Ścigać burze. Ahh to jest to 🙂 Ps. Od kilku lat poluję na dobre zdjęcie pioruna. Jedno już mam, ale jest raczej słabe ;p
Wow, to od kiedy Ty tak polujesz na te burze?! Widać chyba się urodziłeś pod szczęśliwą gwiazdą, skoro jeszcze Ciebie nie trafiła (ale miejmy jednak nadzieję, że nie trafi) :O
Wracając do mojej łaskawości- nie byłam łaskawa, bo to to ważne mimo wszystko jest :).
W sumie sporo o Tobie wiem jak na człowieka, którego nie znam,a Ty o mnie wiesz nic, zrewanżuję się chociaż by nie mieć ciężkiego sumienia, i powiem że tak zwyczajnie mam na imię Paulina.
Mi zależy…
Od kiedy poluję na burze ? Ponad 3 lata. A tak na poważnie ze śledzeniem komórek na radarach i próbami prognozowania pogody to około 2 lat.
Hm no tak. Czytając co tu piszę łatwo mnie poznać.
Miło mi, Piotr z tej strony klawiatury 🙂
Może w końcu wyjawisz, jak tu trafiłaś?
Jej, istny meteopatolog, to znaczy że biegasz owinięty w radary, czy te radary są stacjonarne? 😀
To, że Piotr to już we wcześniejszych wpisach wyczytałam 🙂
W zasadzie to nie wiem co Ci powiedzieć (a rozumiem, że powinnam powiedzieć), cokolwiek nie powiem, zabrzmi to absurdalnie i nieskładnie, a wiąże się z tym zupełnie inna historia, również niedorzeczna. Powiedziałabym z miłą chęcią prawdę, tak najlepiej, ale to właśnie prawda jest absurdalna. I tak już wystarczająco pewnie straciłam na wiarygodności, nie chcę tego tylko pogarszać.