„Wyrok zapadł. Śmierć kliniczna. Człowiek roślina. Człowiek, bez świadomości. Życie bez nadziei na poprawę. A wszystko było by inaczej, gdyby nie chęć odebrania sobie życia…
Krew, w jego życiu była nieodłącznym elementem. Zawsze miał z nią problemy, głównie po uderzeniu w nos. Nie był okazem zdrowia, ale i nie był specjalnie schorowany. Wiecznie uśmiechnięty blondasek, o niebieskich oczach- tak na niego mówiła jego mama.
Ów blondasek szybko dorastał. Musiał dorosnąć, gdyż życie wcześnie zaczęło mu rzucać kłody pod nogi. Nie raz mawiał, że ma dość. Że już nie chce cierpieć. Lecz to, co wtedy przeżywał to nic w porównaniu z tym, co miało go spotkać później(…) ”
To początek małego opowiadania, które tworzę od jakiegoś już czasu. Poetą nie jestem. Ale opowiadanie, może i najgorsze nie będzie. Będę je wrzucał fragmentami.
Dziś niedziela. Była Pati, poprawił mi się nieznacznie nastrój. Potem jazda do dziadków, a teraz jestem już w domu. Gdybym tydzień temu, wpadł na coś co jest oczywiste, pewnie było by nieco inaczej. A teraz nie wiem jak jest i jak będzie. Wiem jedynie, że chcę walczyć. A co z tego będzie to już jest poza zasięgiem mojego umysłu.
Gdybym mógł podczas snu wyjść duszą z ciała poszedłbym do ciebie by patrzeć jak śpisz.