Cyncynat | Wodolejstwo, odcinek… zapomniałem.

Nie pytajcie czemu taki tytuł. Cytując klasyka:

Słowo to jest dla mnie dziwnie zabawne,[nie wiem dlaczego, serio] więc czemu zatem nie użyć by go w tytule?
Pomysł iście genialny, także dziękuję za jego podsunięcie.

 

W sumie w ciągu dnia miałem kilka pomysłów co tu napisać. Może zacznę od mojego snu.

 

Często śnią mi się burze. Ale nie tym razem. Tym razem sen był inny. Wyrazisty.
[Jak to ze mną bywa, związany z moimi zainteresowaniami.]

 

Szedłem po wysokim nasypie kolejowym, który był jednocześnie długim łukiem. Nie wiem co to było za miejsce, ale dookoła było pełno zieleni, w dole kolejny tor. Chyba był las, ale tego pewien nie jestem. Coś spowodowało że zszedłem/zbiegłem po tym nasypie. Był mocno stromy, ale ja jakoś szybko i bezpiecznie znalazłem się na dole. Przejechał pociąg. Albo dwa- nie jestem już teraz pewien. Pamiętam jeszcze jakąś stację i to, że w sumie szedłem wzdłuż tych torów. I ktoś był ze mną, jakaś znajoma twarz ale ni cholery nie pamiętam kto taki.
I tak się obudziłem.

 

Dopiero teraz, wieczorem sprawdziłem sobie w senniku znaczenie. I jakie wnioski ? ZMIANY ZMIANY ZMIANY ZMIANY.

 

Nie- dobre zmiany albo złe zmiany. Nie.  Po prostu ZMIANY. Znowu niepewność? Setki razy znaczenie snu się sprawdzało, więc czemu i tym razem by nie miało?

 

NIE CHCĘ ZMIAN.

 

Nie takich, których nie kontroluję. Albo takich, na które nie mam wpływu. To nie fair…

 

Ok, dobra- ja wiem, że to nigdy nie jest tak, jakbyśmy chcieli. Ale na prawdę, czasami mogło by coś pójść zgodnie z planem/założeniem.

A tak, to o. Pozostaje ciężka praca i odrobina szczęścia. A nóż widelec się uda coś osiągnąć, coś zdobyć, coś… eh. Po prostu trzeba robić swoje.

 

Jeśli rzeczywiście ma się coś zmienić, to niech chociaż się to dzieje powoli, żebym mógł się przyzwyczaić. Oswoić. Przywyknąć. Przystosować.

Nie, oczywiście nie jestem gotowy na jakiekolwiek poważniejsze zmiany w tej chwili. Nigdy nie jestem i nigdy nie będę. No chyba, że nagle zachce mi się skoczyć na bungee.

Chyba, że już to zrobiłem.

 

Dorwałem dziś album „Doctor Who – The Day of the Doctor – The Time of the Doctor- Soundtrack”- z muzyką z tych dwóch odcinków specjalnych.

Wiecie skąd wiem, że to czego słucham jest na prawdę dobre?  Za każdym razem przelatują mi ciary po plecach. Tutaj miałem je w każdym kawałku. Ciary przez niemalże półtorej godziny. Coś nieziemskiego i pięknego. I jak tu nie lubić Doctora Who ?

 

 

I na koniec, coś jeszcze.

 

 

(…)to co utraciliśmy prędzej czy później do nas wróci. Chociaż nie zawsze wtedy kiedy tego chcemy.

 

To samo można powiedzieć o tym, jacy jesteśmy dla innych. Zasada działania jest taka sama.

 

Dobra, starczy tego mojego paplania. O ile ktoś dotarł do końca.

Księga skarg i zażaleń na moim mailu. Mail natomiast w stopce.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.