Poprzedni wpis, w dziwnych okolicznościach wpieprzyło, więc jeszcze raz.
Czasami nienawidzę swojego umysłu i swojego życia. Sprzymierzają się przeciwko mnie. Dlaczego tak mówię? Ano pewnie jak nietrudno się domyślić coś się znów stało. I tak- to ma związek z moją pracą i domem. Jak zwykle. Nie mam zielonego ani fioletowego pojęcia, co mnie podkusiło, żeby pomyśleć sobie dziś, że od jakiegoś czasu jest spokojniej, mniej mindfuckowo, a moja czara jest pusta. Było dobrze, cisza, spokój. Pewnego rodzaju pewność. Szybko pożałowałem swojej myśli. Nawet nie wiecie jak szybko.
Czara znów się wypełnia a ja na prawdę nie wiem, czy jutro zawartość odparuje czy będzie jej jeszcze więcej.
Jakby ostatnie kilkadziesiąt godzin tego roku, nie mogło być dalej spokojne nie ? Zawsze musi się coś spierdolić. Oh czuję, że jutrzejsze podsumowanie roku będzie trochę bardziej smętne, niż zakładałem.
'Przeciąg trzaska złudzeniami…’
Mam tylko nadzieję, że cały następny rok nie będzie taki jak dzisiejszy dzień. Do bani. Do dupy.
Mam po dziurki w nosie takich lat- dowody na tym blogu.
Chcę, żeby wystarczyło mi siły. Albo nie, chcę, żeby było więcej pewności i spokoju. Więcej uśmiechu, więcej dobrej energii- szczególnie takiej jak ta z ostatnich dni. To było coś wielkiego.
Tylko czy ja w ogóle mogę prosić o to ?
Pozostawiam bez odpowiedzi, starczy marudzenia.