Bluesowe leczenie umysłu.

Ooo tak. Blues dzisiaj rządzi. Musze podleczyć trochę swój umysł bo zaczynam siebie nie poznawać. Ale co tam. DAM RADĘ. Przecież nie mogę się poddać. Tyle już przetrwałem, nie jedno przeżyłem. Tak siedzę i myślę, że jednak może jest jakiś sens w tym co robię. Może odrobina, ale jest. I mimo, że umysł sobie, serce sobie a zdrowy [tia akurat u mnie] rozsądek sobie to będę postępował tak, aby pogodzić wszystkie te „Sfery” mojej osobowości. Choć w przypadku dwóch z nich może być ciężko. Danie- mój szef , kierownik serwisu w Computecu, powiedział dziś, że ceni mnie za to, że nie poddaję się bez walki, że walcze tak długo, aż nie znajdę rozwiązania problemu. Ceni mnie za to dlatego, że sam tak nie potrafi, tylko od razu się złości. Jestem mu za to wdzięczny. Bo docenił to co robię i jak robię. Ogólnie wszyscy się tam szanujemy. I to mi się najbardziej tam podoba. Chłopaki dziś tak dawali czadu, że w pewnym momencie płakaliśmy z Danielem ze śmiechu.

Jestem też winien pewnym dwóm osobom przeprosiny.

Kermit, Pati wiem, że tu nie zaglądacie bo nie macie adresu tego bloga. Ale przepraszam was.
Ja wiem lepiej. Może i jesteście na mnie wściekłe, ale wiem co robię. Chyba wiem.
I mimo, że macie swoje własne zdanie, które doceniam nie mogę posłuchać waszych rad. Wybaczcie, ten jeden raz tego nie zrobię.

Jestem spokojny. Blues, uspokaja, pozwala jasno myśleć. Ale się rozpisałem. Heh.
Najważniejsze, że ufam. Może to przez to, że się wyspałem? Albo przez ten sen, którego nie pamiętam ?

Jestem wdzięczny, że mogę być. Dziękuję

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.