Niejednokrotnie mówiłem, czy pisałem choćby tu, jak ważna jest dla mnie muzyka. Cholernie ważna.
Nie potrafił bym przeżyć całego dnia w kompletnej ciszy. Zawsze kiedy coś mnie trapi, słucham muzyki- czasami bardziej się dobijając, ale to jest dobre. Masakrując się w ten sposób, 'wytwarzam’ barierę ochronną- powoduję, że dany kawałek przestaje mieć znaczenie w sensie wspomnień, czy czegoś z czym może mi się kojarzyć.
Gitara, moja Kobieta przez duże K.
Zawsze do niej wracam, zawsze mogę przelać za jej pomocą swoje emocje w muzykę. Nie jestem muzykiem, co to to nie. Jestem grajkiem, okolicznościowym brzdękaczem, który kocha muzykę. I chociaż czasami stroi fochy, chociaż czasami nie mam siły żeby grać to wiem, że robię to dla siebie, nie dla innych. To mi to ma sprawiać przyjemność, to mi to ma dawać radość i to mnie mają boleć palce.
Byłem dziś pograć, ale kurde to nie było to. Nie Ci ludzie. Przeszkadzali, głośno gadali. Ja głośniej, oni głośniej. Eh.
Następnym razem, dam do pieca i zobaczymy, kto będzie górą. Bez zbędnych ceregieli.
P.S. Ja mam zawsze rację.