Groźba karalna?

Nie ma to jak wrócić w poniedziałek do pracy, zastać rozpierdziel po weekendzie i jeszcze 'dostać mokrą szmatą w pysk od klienta’.

Pierwszej części chyba nie muszę specjalnie wyjaśniać, natomiast od drugiej trochę pomarudzę, choćby po to, żeby zeszło ze mnie totalne wk*rwienie.

Wiem, że nie powinienem tutaj pisać o pracy, że powinienem ją zostawić tam gdzie jest. Ale nie, nie tym razem.

A więc po kolei, od początku.

 

Mniej więcej w okolicach godziny 15 zatrzymał się na ZAKAZIE pod sklepem czarny Mercedess Klasy A. Już w tym momencie czułem w kościach, że to może zwiastować problemy.

Otworzyły się drzwi sklepu, wszedł gość w okolicach 50. Drzwi nie raczył za sobą zamknąć.

Na początku rozmowa, w miarę spokojna. Potem na ostro.

NIE jestem w stanie pamiętać wszystkich komputerów, które naprawiam.Za dużo mi się tego przewija. Ale wracając do meritum, gość oskarżył mnie o to, że ukradłem, tak ukradłem pieniądze za usługę, którą wykonałem- sformatowanie laptopa. Kij z tym, że wszystkie argumenty kolesia można sobie o kant dupy rozbić.

Najbardziej mnie wściekło w tym wszystkim to, że gość mi zagroził. Przekroczył granicę.  Zagroził, że 'stracę okulary’ albo 'przypadkiem przewrócę się na chodniku’. Cholernie żałuję, że nie zdążyłem włączyć dyktafonu w telefonie, a akurat leżał na biurku. Po prostu przesada. Nie mam zielonego pojęcia jak udało mi się nad sobą zapanować, jak powstrzymałem całą tą wściekłość.

Eh, ludzie są po prostu dziwni. Zamiast porozmawiać, oskarżają.

Dobra, dość tego wywodu.

 

P.S  Nie ma to jak jeszcze zebrać za całą tą sytuację od szefa- pomimo, że na monitoringu widać moje opanowanie i agresję tego gościa. Cudownie. I nie, nie dostanę w tym tygodniu wolnego, żeby jechać do lekarza. Bo 'on musi iść na chorobowe przez korzonki’. Nawet nie komentuję, bo szkoda mi na to miejsca tutaj.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.