Tia, mam cholerną alergię na szpitale. Nie zdajecie sobie sprawy nawet jak wielką.
Kij z tym, że musiałem się znów kisić cały dzień w szpitalu- od razu uprzedzam pytanie. Nie, nie z sobą.
Szlag mnie trafia widząc co się dzieje z naszą służbą zdrowia, a jeszcze bardziej słysząc różne teksty na korytarzu.
Słowem- mam dość.
W niedzielę prawdopodobnie kolejny dzień częściowo spędzony w tym miejscu.
Nie tak miało być.
Wszystko znów idzie nie tak.
W przyszłym tygodniu główna inwentura. Będzie w huj źle. Już to czuję w kościach.
Ale z dziś uzyskanych informacji- to powiew zmian, które szykują się w naszych progach.
I coś co mi się najbardziej podobało, to to, że mamy zgraną ekipę, która się lubi i może na sobie polegać. I że problem nie leży po naszej stronie, a gdzieś indziej. Fajnie, że widzi to ktoś „wyżej” a nie tylko my.
Tak więc mam nadzieję, że ten hardcore nie wpędzi mnie ponownie w jesienny nastrój bo znów zrobię się nieznośny.
Jak ja nienawidzę szpitali… Ironia losu – niemal cały zeszły rok w nich spędziłam. Tony absurdu. Tyle, że wystarczy mi go chyba do końca życia. Najgorsze co może się przytrafić chyba to szpital kliniczny. Hordy studentów przewalają się przez Twój pokój, przed byle pobraniem krwi / mierzeniem ciśnienia / czymkolwiek podpisujesz lub też nie zgodę by wykazał się któryś z nich. Może i to egoistyczne ale nigdy żadnej nie podpisałam. Jakby człowiek miał dość nerwów w takim miejscu i sytuacji, żeby się jeszcze martwić, czy ten studencik czegoś nie schrzani.
Szczyt absurdu? Z którejś 3-dniowej obserwacji zrobiła się 7-dniowa, bo ktoś coś pomieszał w papierach. Dopiero jak Przyszły Niedoszły Mąż z Przyszłym Niedoszłym Teściem interweniowali, to zapanował porządek i jeszcze tego samego dnia leżałam sobie na własnej kanapie, przed własnym telewizorem i w prawdziwym spokoju, bez kilkunastu nieogarniętych studentów nad głową.
Oczywiście to nie tak, że ci studenci mi aż tak przeszkadzali. Personel po prostu NICZYM się nie interesował, zrzucając to na nich. A z całym szacunkiem dla ich zaangażowania-wolę jednak by zajmował się mną ktoś z dyplomem i co ważniejsze- doświadczeniem.
Szlag człowieka trafia, porównując realia szpitali w innych krajach z naszym. Ale co tam – przygarnijmy emigrantów, kolejki i zaniedbania będą jeszcze większe bo i ludzi więcej. 😛