Kto by pomyślał, że mój chory umysł znów do tego wróci. Do tego pokoju, do tego fotela i to tylko dlatego że go zobaczyłem. Kto by pomyślał, że wrócę do tego, kiedy w nim siedziałem i nieudolnie próbowałem wydusić z siebie jakiekolwiek słowo.
Było ciepło. Chyba nawet gorąco. Wystarczył jeden telefon. Chwilę później jechałem już FFem.
Pamiętam ten fotel. Ten sam, który znów stoi w tym pokoju i dziś. Ten sam, kiedy wtedy wcinałem „ciastko pocieszenia” – wmuszone we mnie przez Magdę. I potem rozmowa. Długa rozmowa, kiedy ja wyrzucałem z siebie to co leżało mi na sercu. Ja nie wiem, ile trzeba mieć do mnie cierpliwości. Ile trzeba wyrozumiałości, żeby ogarnąć czasem to co mówię. A Robert i Magda- u nich drzwi zawsze są otwarte. A teraz to wróci. Za tydzień. I na prawdę… kurczę na prawdę wiem że w dalszym ciągu będę mógł wpaść z każdym problemem czy troską.
Z resztą, to działa w obie strony. Zawsze tak było.
Teraz nieco z innej beczki.
Dawno mnie tu nie było nie ? Trochę się rzeczy uspokoiło, ale chcę napisać o czymś jeszcze.
O zwalnianiu ludzi z pracy. I to w taki sposób, który został zastosowany u nas. Człowiek wiedział o tym, że kumpel z roboty wyleci. Bo tak było, wiedzieliśmy.
I teraz chodź człowieku przeszło 2 tygodnie do pracy ze świadomością- tego kolesia wyleją ale nie możesz mu powiedzieć ani słowa. Chore.
Strasznie męczące. Cholernie. Musisz grać, udawać. Męczyć się. A potem znów grać wielce zdziwionego. Do bani to. W cholerę do bani.
Zajebiście źle mi z tym było wczoraj.
To jeden z gorszych ale i częstszych sposobów zwlaniania. Eh. Przykre.