No więc chyba nastąpił kres moich możliwości. Nie wiem co robić. Nie wiem w co wierzyć. Nie wiem już co jest prawdą a co mistyfikacją. Nie mam już siły. Źle się czuję, nie ogarniam, nie mogę spać.
Nic nie rozumiem. I boje się. Cholernie się boję…
Nie ucieknę. Stawię czoło prawdzie, jaka by ona nie była. Nie wiem co będzie dalej. Nie wiem.
Jest tyle pytań i prawie żadnej odpowiedzi…
I łzy. Podobno faceci nie płaczą, a to nie prawda…