Zaczęło się lato. Wakacje, wolne od szkolnego zgiełku, problemów. Ale nie wolne od życia. Na to nigdy się nie dostanie urlopu. Na życie nie ma licencji, umowy zawartej z Bogiem na okres od urodzenia aż do śmierci. Bo śmierć może nadejść w każdej chwili. Życie- dar, i przekleństwo w jednym. Ci, którzy najmniej na to zasługują zawsze mają lekko i przyjemnie- jasne do czasu. A reszta, no cóż. Reszta ma ciągle pod górkę, szukając własnego przepisu na odrobinę szczęścia.
Moje szczęście ? Tak owszem jest. Ania.
Tyle, że ja nie mogę być szczęśliwy kiedy Ona nie jest.
Są problemy, o których pewnie nie mam pojęcia. Są rzeczy , o których nie miałem pojęcia. Nie wiedziałem aż do dziś…
Znów mam galimatias w głowie. Nieporządek.
Czas nagli…