Dawno nic tu nie skrobałem. Albo brak był ochoty albo czasu, albo po prostu nie chciałem o niczym pisać.
Obecnie jestem przymusowy jeden dzień w domu. Nie dość, że nie chciałem a musiałem wrócić to jeszcze humor upadł całkowicie. Nie ma to jak nasłuchać się na swój temat nawet ten jeden dzień. To dość bolesne, nawet jak na mnie.
Ktoś mówił, że bardziej już od życia w kość nie dostanę. Mylił się.
Na horyzoncie nie widzę zupełnie nic. Chyba po raz pierwszy w życiu jestem w miejscu z, którego i owszem można uciec, ale ucieczka jest najgorszym rozwiązaniem. Nie chcę uciekać, to nie w moim stylu.
Stoję na skrzyżowaniu i zastanawiam się, którą drogę wybrać.
Ciągle nie wiem. Nie jestem pewien, czego chcę. A to gorsze chyba nawet od tego, że nie umiem podjąć decyzji co dalej.
Boje się to jedno.
A drugie to to, że nie tylko ja muszę podjąć decyzję 'co dalej’.
No i to jest cały ten horyzont. To co widzę przed sobą i nie tylko przed sobą.
I coś jeszcze:
Carpe Diem