Nie mam pojęcia o co chodzi, ale od rana siedzę w pracy jak za karę. Minęła godzina, a mi się ABSOLUTNIE NIC nie chce. Mało brakowało, spóźnił bym się do pracy. Ot wyłączyłem budzik bo myślałem, że dziś jest niedziela. Gdyby nie Mama, w życiu bym nie zdążył. Poza tym, czuje się jakby mnie walec drogowy przejechał. Czuje się bezsilny, nieefektywny w działaniu. Bezużyteczny.
Więc, chciałbym wiedzieć. O co kurwa kaman?