Zastanawiam się, czy ja wierzę w znaki- czarne koty przed maską, spadające gwiazdy, wstawanie lewą nogą czy w końcu- tak jak dziś- czy wierzę w 'magię’ Piątku 13.
Każda z wyżej wymienionych rzeczy przytrafiła mi się w tym tygodniu.
Czarny kot przyniósł pecha/ określił dzień jako po prostu zły.
Wczoraj, na spacerze widziałem spadającą gwiazdę. Nie, żebym wierzył w jej moc sprawczą, ale tak 'na zaś’ pomyślałem życzenie. No właśnie. Czy one się spełniają ? Pewnie nie, ale prawdę mówiąc nie pamiętam co się stało z moimi 'wcześniejszymi’ życzeniami. Dmucham na zimne.
I dzisiejsze combo- wstawanie lewą nogą i 13 piątek. Prawdę mówiąc do pewnego momentu w ogóle nie zdawałem sobie sprawy z tego, że dziś 13. Przypomniałem sobie o tym rano, co skusiło mnie do rzucenia wyzwania losowi. Kupiłem zdrapkę w totku. Wygrałem 2 stówki. Ja, który nigdy nic nie wygrał.[poza kilkoma niematerialnymi wyjątkami] Lekki szok.
Jak więc wierzyć w piątek 13 ? Może to po prostu kwestia podejścia do tego dnia ? Może wystarczy odpowiednie nastawienie- a w moim konkretnym przypadku- skleroza, że to wcale nie jest zawsze zły dzień ?
Wiem, wiem- dzień się jeszcze nie skończył,a miał też swoje ciemne strony, ale mam nadzieję, że nic się złego się dziś nie wydarzy. Serio.
Niejako przy okazji- historia lubi się powtarzać. Zatacza kręgi, by prędzej czy później o sobie przypomnieć. Tylko dlaczego wtedy, kiedy najmniej tego potrzebujemy hm ?
Plan działania jest więc standardowy.
Tak na koniec, przytoczę słowa jednej starej piosenki, którą potrafię i mogę zaśpiewać nie robiąc przy tym cudzym uszom większej krzywdy.
”Jaki był ten dzień, co darował co wziął ?”