Tak, jestem odrobinę wkurzony. I tym razem ani słowa o pracy.
Szkoda, że muszę to powiedzieć, ale czuje się w pewnym sensie zdradzony. Oszukany. To we mnie odkłada się już od dość dawna, ale cholera jakoś nie przechodzi mi przez gardło.
Dlatego to napiszę. Słowa okazały się być tylko Słowami, nie podpartymi żadnymi czynami. To już nie boli, bo podświadomie byłem na to przygotowany, ale jednak ciągle gdzieś jest, ciągle gdzieś siedzi.
Szkoda, że to potoczyło się w taki a nie inny sposób. Odpadam.
Z drugiej strony, spełniłem swoje zdanie. Byłem kiedy było trzeba, byłem wsparciem. Sam też sporo tego wsparcia dostałem. Ale wszystko ma kiedyś swój kres. Nie ważne jaka wysoka jest to cena, przychodzi czas, że trzeba ją zapłacić.
Dlaczego właściwie o tym piszę ? Bo mnie boli wciąż jak widzę, że ze mną rozmawia się, tylko kiedy jestem potrzebny, a z innymi – mimo wszystko. Mimo tej ogromnej odległości. Ja nie wiem, dlaczego tak właśnie jest, ale jest.
Złości mnie to, bo padały wielkie obietnice i wielkie słowa. I wielkie G z tego wyszło. Jak zwykle.
Dość.
Czas na zmianę. Czas to zostawić, tak jak jest. W końcu przywyknąć.