Adrenalina. Jestem od niej cholernie uzależniony. Chwilami myślę, że nie potrafię(albo nie chcę) bez niej żyć.
Po porannym pikowaniu humoru ostro w dół, nastąpiła nagła zmiana. Oczekiwanie, ekscytacja, napięcie. To same przyjemne rzeczy. Użyteczne- wyostrzające moje zmysły. Zmieniam się ze zwierzyny w łowcę. Mój umysł pracuje na 110 %. Byle się coś wydarzyło. Byle wyruszyć w pościg.
To niesamowite, że w tym samym momencie pomyśleliśmy z Robertem o łowach.
Jak to nazwać ? Znajomość siebie? Braterstwo? Przyjaźń?
Myślę, że każde z tych określeń jest idealne. W takich sytuacjach myślimy bardzo podobnie i przewidywalnie dla siebie. Niesamowita sprawa.
Mam nadzieję, że pojedziemy. Jeśli coś się wydarzy- uzupełnię wpis.
EDIT:
Nic się nie wydarzyło. Ale co się naśmiałem to moje- moja głupota potrafi mnie rozśmieszyć do łez. 😉