Boże, co za dzień. Od rana jakoś nie specjalnie byłem w humorze. Kilka porannych „spraw do załatwienia”, tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że dzień do najłatwiejszych nie będzie należał.
No i łatwy ten dzień niestety nie był. Wiem, że do jego końca jeszcze jakieś 2 godziny.
Ciekawa myśl mi się nasunęła w pewnym momencie. Miałem spokojny poniedziałek, mam niespokojny wtorek.
Równowaga w przyrodzie zachowana. Wszystko jest jak być powinno.
Byle nikogo dziś nie zamordować, nie powiedzieć czegoś, czego nie chcę powiedzieć.
Full Control. Nic mnie już dziś nie powinno zaskoczyć na tyle, żebym stracił nad sobą panowanie.
No chyba, że tak dla odmiany będzie to coś pozytywnego.
Byle do piątku. Masakra, jak ja bym chciał mieć dobre wieści…
Poza tym, dziś nad Polską można obserwować zorzę polarną. Przy czym obserwować, to za duże słowo. Aparat, czas B i długie naświetlanie są dopiero w stanie tą zorzę ujawnić. A ja oczywiście nie mam żadnej awaryjnej rolki filmu. A ojca cyfrak nie ma czasu B. Nosz kur…
Nie mam dziś nawet czego słuchać, bo jakoś nic cięższego mi nie wchodzi.
Czuję się jak między młotem a… no właśnie.
Nie wiem czym. Ani to pułapka, bo mogę sobie swobodnie wyjść, ani więzienie bo nikt nie trzyma mnie pod kluczem.
Może dlatego więc słucham po raz któryśtam właśnie tego :
Dziś nie będzie Post Scriptum. Zachowam je tylko dla siebie.