Jak bardzo trzeba mieć zryty mózg żeby śnić w nocy o chomiku spieprzającym z klatki, gdzie normalnie jest to kompletnie nie możliwe?
Ja wam powiem. Tak bardzo jak mam ja ;p
Nie wiem co to znaczyło i chyba nie chcę wiedzieć.
Fajnie jest się śmiać samemu do siebie z błahych powodów. Pomyśleć o czymś i mimowolnie się uśmiechnąć.
Fajnie jest dokuczać, nawet kiedy kompletnie nie ma się siły i „pary” na cokolwiek. 🙂
Poza tym, psychicznie czuje się na prawdę w porządku. Spokojnie, bez większych mindfucków.
Jest tak po prostu ok. 🙂
Poza tym… zmiany zmiany zmiany.

Nie lubię zmian, nie znoszę. A tej konkretnej nienawidzę po prostu. Wierzę jednak, że tak ma być.
Ktoś mi kiedyś powiedział, że moja niechęć do zmian bierze się z pozostawania w moim „bezpiecznym miejscu”.
Pewnie tak jest, dlatego nie smucę się, a patrzę w przyszłość z uśmiechem i podniesioną głową.
Bo będzie dobrze, no nie ?
P.S. Wujek Dobra Rada.