Nie wiem co mam napisać, żeby wyrzucić z siebie wszystkie emocje.
Nie wiem jak znaleźć swoje Katharsis.
Już miało być dobrze, miało się układać i być po prostu dobrze.
NIE.
Los odebrał mi kolejną osobę. To nigdy nie jest fair. To cios poniżej pasa.
Nie zgadzałem się na taki mecz, nie zgadzałem się na takie zasady.
Nie podpisywałem żadnej umowy.
W domu mam nawet niezłą atmosferę ale na prawdę boję się dziś.
Daję radę, ale wiem, że niebawem odchoruję to wszystko. Jak zawsze.
Nie chcę dziś.
https://www.youtube.com/watch?v=_5AkHsvRKWo
Tak, potrzebuję takiej muzyki. Ale chyba i potrzebuję pobyć sam ze sobą.
I jeszcze jedno. Nie poddałem się.
Nikt z nas nie podpisywał żadnej umowy. Może to by coś ułatwiło? Chociaż z punktu widzenia prawnika wiem, że i każdą niemal umowę można podważyć… Cóż więc za sens jej zawierania?
Pobyć sam na sam ze sobą to czasami najlepsze, co może się zdarzyć. Wyjść na długi spacer, zostawić telefon w domu albo zamknąć się w czterech ścianach, w ciszy, tak jakby świat dookoła przestał na moment istnieć. Nie zawsze mamy taką możliwość ale bywa bardzo lecznicza.
Podobno Bóg zabiera do siebie tych, dla których przyszedł czas na inny, lepszy scenariusz. Kiedyś bardzo w to wierzyłam, w ostatnich miesiącach sama straciłam osoby, których straty nie przewidziałabym w najśmielszych snach. Powtórzę coś, co sam mi kiedyś wbijałeś do głowy: Ci, którzy odchodzą, nie chcą widzieć naszego dojmującego smutku – chcą żebyśmy żyli pełnią życia a ich nosili w malutkiej skrytce naszego serca, do której nikt inny wstępu nie ma i mieć nie będzie.