Prawdą jest, że piszę tu najczęściej jak chcę coś z siebie wyrzucić.
No dobrze więc…
Jest sobota wieczór, a ja rozkminiam. Proste pytanie:
Dlaczego? Why? Warum ?
Czuje się po prostu nijako. Mimo wszystko, przytoczę Wam coś.
Wczoraj, po pracy- krótka odprawa. Omówienie tematów, wyników itd z kierownikiem.
I co się okazało? Zero zastrzeżeń do mnie. Dziś to samo- chłopaki dostali lekki opierdziel za to że sobie śmieszkowali, natomiast ja robiłem sobie „swoje”. Ogarniałem dział itd, dokuczając im i przechodząc obok- razem z nimi śmieszkując. Dziwne to dla mnie, ale i budujące. Poniekąd motywujące. Z resztą, jakby się nad tym zastanowić- co też czynię- mam ostatnio sporo motywatorów, a i ja sam jestem chyba motywujący dla innych.
Zaryzykuję też pewne stwierdzenie. Nie ma mnie bez was i nie ma was beze mnie.
Każda osoba to taka nitka. Każda zerwana nić to osłabienie całości.
I wiecie co?
Mnie można zniszczyć. Można mnie zranić. Można. Ale zawsze wstanę, zawsze się pozbieram.
Ból jest tylko bólem, czymś co w końcu przemija.
A ja, jakoś uparcie zawsze wstaję. Chwieje się, ale idę naprzód.
I nic mnie nie powstrzyma.
Nic, ani nikt.