Byłem dziś z bratem w moim starym, dobrym Technikum. Tak samo jak z Robertem rok temu. Różnica dosłownie jednego dnia.
Niby tylko rok a jak wiele się zmieniło. Powiedział bym, że wszystko ale to mocna przesada więc powiem: W cholerę dużo.
Lubię tam wracać. To takie miejsce, do którego zawsze będę chciał wracać, a teraz jak mój brat chce tam iść do szkoły- będę miał ku temu więcej powodów.
Brakowało mi dziś jednak kilku elementów. Tak jak przed rokiem, brakowało. I świadomość, że się znów po prostu „spierdoliło”. Wiem, jednak, że tak miało być. No i w ogóle, fajnie było spotkać Wojtka, Gosię i Karola. A to tylko spotęgowało uczucie braku.
Jest jeszcze jeden aspekt tego dnia. Moja motywacja. Obecnie czuję się… no raczej średnio.
Ale cały czas gdzieś w tle umysłu siedzą mi dwa kawałki:
I też w takiej kolejności należy ich słuchać.
Muzycznie mam rozjechaną czachę- tekstowo- szczękę zbieram podłogi. I co ważne- teksty dają mi takiego kopa, że może nie dziś, ale jutro znów będe latał „Pod Sufitem”.