Siedzi na moim biurku mój Łosiu. Ten to dopiero ma ciężkie życie. Nie dość, że w kurzu, to jeszcze musi słuchać czasami to co mruczę pod nosem -a bywa to nie do końca 'normalne’, więc tym bardziej ma przekichane- dosłownie i w przenośni.
Ileż to on o mnie wie… No może ostatnio trochę mniej niż zwykle, za to wiele słyszy. Całe szczęście, że nie umie mówić ;]
A teraz tak całkiem poważnie.
Czuję się całkiem nieźle. Fizycznie i psychicznie. I to, że się na siebie wkurzam kompletnie nic nie znaczy. Przejdzie mi ;].
Chętnie ukrył bym dziś parę słów 'między wierszami’ ale nie mam weny, więc nie uda mi się ta sztuka.
Ps. Za oknem mamy piękną pełnię. Ah ile ja bym teraz dał za lustro z dobrym szkłem plus tele…