Dopadło mnie to. Znów.
Walczę ze wspomnieniami. Dodatkowo atakuje się muzyką, która je nasila.
Dla utrwalenia efektu zwycięstwa.
Możecie nazwać mnie masochistą, ale to mi daje, ba zawsze dawało najlepsze efekty.
Atak ze strony umysłu plus atak na samego siebie.
( Po dłuższej chwili zamyślenia)
Czasami wydaje mi się, że to co było, to co przeżyłem- było tak odległe, że wręcz nieosiągalne.
Czy zmienił bym swoje decyzje? Sam nie wiem.
Czy żałuję? Patrząc na to jak jest teraz… może chwilami- ale tylko chwilami.
Czy chciałbym przeżyć to raz jeszcze? Oczywiście! Ale życie jest pełne niespodzianek, więc nigdy nie wiem co przyniesie…
Co mi zostało? Piękne wspomnienia[aczkolwiek chwilami dokuczliwe] i cenna lekcja życia. Lekcja, która pokazała mi, jak niewiele potrzeba by zaznać szczęścia, oraz jak wiele potrzeba by to szczęście było trwałe.
Może nie powinienem tego mówić, ale dotarło też do mnie jakiś czas temu, że potrafię siedzieć, milczeć i patrzeć godzinami… a cisza jest najwspanialszą rzeczą jaka w danym momencie może się przytrafić.
„Najlepszym przyjacielem jest ten, kto nie pytając o powód smutku, potrafi sprawić, że znów wraca radość. „
Burze dają ukojenie.