Ja psycholog?

Dziś rozkmina z cyklu ’ Ja i moje szczególnie trudne przypadki’.
Tytuł wpisu wymowny. Chyba nawet bardzo prawda?
Na prawdę czasami czuję się jak psycholog.
Przychodzi pacjent, kładzie się na kozetkę i opowiada o swoich problemach.
A moje 'ja’ – to psychologiczne- słucha. I czasami bardzo długo słucha.
Słucha pomimo, że reszta umysłu i ciała drze się, że są wyczerpane.
Słucha pomimo, że często nie wie jak pomóc.
Słucha, bo tacy są przyjaciele.
Tylko, co zrobić, kiedy słuchając człowiekowi robi  się smutno ?
Co zrobić, kiedy wie się, że da radę zmienić wszystko a jednak nie można tego zrobić ?
Co, kiedy słucha się bardzo lubianej prze siebie osoby i ma się wrażenie, że właśnie jest się tylko takim psychologiem, taką myślodsiewnią?

Czuje się czasami przepełniony tym czego  słucham.
Teraz, kiedy muszę robić w pracy za dwoje jest mi na prawdę trudno.
Zadaję sobie pytanie: Jak ja nie wysłucham, to kto ?
Są tematy, o których wolał bym nie wiedzieć.
Są sprawy, których nie chciałbym słyszeć.
Są w końcu myśli, których być nie powinno.

Na prawdę, bardzo nie lubię mieć racji. Bardzo.

A jednak znów ją miałem.
W pewnym sensie zaczynam od nowa.
Muszę się przyzwyczaić do zmiany.

Zabawne jest jednak to, że za każdym razem to wywołuje mniej emocji i przychodzi mi łatwiej.

Może ja sam powinienem iść na kozetkę? I co ? Nie ma chętnych.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.