Milczałem calusieńki miesiąc- wiem. I choć tu była cisza, to we mnie wrzało, krzyczało, wyło i wybuchało.
Problem polega na tym, że poza pracą- bo do niej głównie się to odnosi- też było raczej na minus.
A końcówka miesiąca i początek marca, też nie należały do łatwych.
Jestem psychicznie zmęczony, męczy mnie samo zmęczenie i to, że nie mogę się tym z nikim podzielić.
Nie chcę więcej problemów, nie chcę żeby ktokolwiek w cokolwiek więcej mnie mieszał, nie chcę.
Najgorsze jest właśnie nie możliwość pogadania o tym z kimkolwiek. Kurw…
Po prostu kurna nie chcę.
Ale teraz czas na chillout.