Zamknijcie mi drzwi. ( Czyli rozmawiam sam do siebie).

“There is peace even in the storm…”

Okej. Znowu w cholerę długo nic nie pisałem, ale już nie mogę. Muszę się w końcu sam przed sobą „wygadać” bo eksploduje i niewiele ze mnie zostanie ( Mentalnie rzecz jasna).

Znacie to uczucie, kiedy dosłownie WSZYSTKO was przerasta ? Kiedy nawet myślenie powoduje skurcz żołądka, kiedy strach/bezradność/wściekłość ( nie potrzebne skreślić) opanowują cały organizm i nijak nie można sobie  z tym poradzić?

Pewnie tak. Do mnie właśnie wróciło i to ze zdwojoną siłą. I co robię? Klasyka.
Słucham takiej muzyki, żeby „zniszczyć” się wewnętrznie. Skasować.  Wymazać. Po prostu odgonić wszystko to, co powoduje wyżej wymienione ekscesy.

Najgorsze jest to, że ja sam nie wiem czego chcę. Serio. Nie chcę zmian, bo nie. Bo się boję. Nie chcę iść do przodu (?) bo się boję?
W sumie z perspektywy czasu, w podbramkowych sytuacjach zawsze starałem się mieć jak najmniej problemów. Nie wiem, może ja sam od życia chcę za dużo i nie potrafię wziąć się w garść i pozbierać tego co daje mi życie?
Mam tak przeogromny mindfuck, że boję się, że zrobię coś bardzo głupiego. Najchętniej schował bym się w jakimś schronie i czekał na koniec świata.
Ale tego nie zrobię, bo wpieprza mnie od środka. I zataczam koło. Wracam do punktu wyjścia, gdzie atakuje się sam, niszczę od środka itd.
Cytując klasyka ” Stary sprawdzony sposób.”
Ale może nie tędy droga? Może po prostu powinieneś o tym pogadać – myślę. I zaraz po tym, materializuje mi się w głowie wizja takowego zdarzenia po czym tym bardziej mam ochotę schować głowę w piasek i czym prędzej jak chmurę z nad głowy rozganiam takie myśli.
Cudownie. Cholernie cudownie.

Dawno, nie miałem takiego słowotoku, ale… po prostu teraz to potrzebuję się „wysypać” i zrobić „Danona”. Ot i już.
Oho, St. Anger wlatuje na słuchawki. Grubo jest w takim bądź razie.

Zobaczymy, co jeszcze mi do tej mojej tępej czachy wpadnie.  Sam się tego cholera boję…

1 thought on “Zamknijcie mi drzwi. ( Czyli rozmawiam sam do siebie).”

  1. mama-sama.pl says:

    Oj, znajome uczucie. Żeby to raz!
    Nie chowaj się nigdzie i nie czekaj na koniec świata bo szkoda czasu – wdech, wydech i do przodu. Tak mi ktoś notorycznie powtarza. Z czasem zaczęło działać. Bo oprócz wykonywania tych prostych poleceń, trzeba jeszcze uwierzyć w ich sens. A wtedy już jest lżej.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.