28 Lip 2017, 23:52
Właśnie wtedy pojawił się tu ostatni regularny wpis. Minęły 3 lata i 118 dni, mniejsza o godziny.
Tamten wpis, który z resztą, wciąż tu jest mówił o tym, jak bardzo mi rozwala czaszkę niepewność. Zabawne, bo teraz czaszkę też mi rozwala niepewność. Historia zatoczyła koło, los chichocze sobie w kącie.
3 lata i 118 dni. Tyle mniej więcej trwała stabilność w moim życiu. Okej, można by odjąć… bo ja wiem, z 30 dni. Może więcej.
Czy byłem szczęśliwy? Jasne. Nie potrafię teraz jeszcze napisać co się wydarzyło w tym czasie, a było tego bardzo bardzo bardzo dużo. Czy jestem innym człowiekiem? Myślę, że tak. Zdecydowanie.
To tez nie tak, że w tym czasie nie było problemów. Oczywiście, że były.
Jak bywało to już u mnie w życiu i co można przeczytać na tym „blogu”, który służy tak na prawdę tylko mi, ulokowana przeze mnie duża część „mnie” w drugiej osobie właśnie… odeszła. Tak jakby.
Prawda jest też taka, że nie jestem w rodzinnym domu. Jestem sam. Dosłownie sam.
Okej, pierdolę trochę od rzeczy. Jest kilka osób, dzięki którym wciąż się trzymam.
I chyba ten rok będzie pierwszym od lat, gdzie napiszę jakieś podsumowanie. Ten rok jest zwyczajnie… słaby. Zły. Do bani.
Ah, dodam coś jeszcze, a co. Czy facetowi wypada płakać? Niektórzy by powiedzieli, że prawdziwi faceci nie wstydzą się łez. A jak jest już tak bardzo, ale to bardzo źle? To wtedy też? Z bezsilności? Z braku perspektyw i celu ? Hm?
Niezmiennie w takich chwilach na słuchawkach coś co mnie dojeżdża mentalnie.